poniedziałek, 1 lipca 2013

KONKURS z Kinderki.pl " Moje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne"


Niektóre wydarzenia odciskają się w nas tak głęboko,że stają się bardziej doniosłe dopiero długi czas pózniej.
Takie chwile jątrzą przeszłość,a przez to są zawsze obecne w naszych wciąż bijących sercach.
Niektórych wydarzeń się nie wspomina lecz przeżywa je od nowa....
                                                  
R:Scott Bakker






REGULAMIN KONKURSU;
  1. Opisz swoje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne,pamiętając ,ze praca konkursowa MUSI znalezć się na obydwu blogach - na Kinderki.pl  oraz perfekcyjnamamabyc. .                                                
  2. Podpisz się pod swoim wspomnieniem oraz napisz wiek i imię  Twojego dziecka.
  3. Miło nam będzie jak polubicie nasze profile na Facebook'u facebook Kinderkipl 
    oraz profile sponsorów.
  4. Udostępnij plakat konkursowy na swojej stronie  Facebook;a lub blogu.
  5. Jedna osoba jedno wspomnienie.
  6. Baw się dobrze i wspominaj)))
  7. jest 8 wygranych miejsc!!! i 3 wyróżnienia!!! więc jest o co walczyć!!!


 Lista sponsorów nagród:





































NAGRODY:

  • 3 pary getrow-ocieplaczy od Little-Rose-Brothers
  • super czapa do wyboru kolor i rozmiar od Lamama
  • obuwie dziecięce opracowane z myślą o bezpieczeństwie i wygodzie małych stópek od AttipasPolska
  • superancka biała nutka do zaparzania herbaty od /MaliMelomani
  • spodnie i bluzeczka z krotkim rekawem w wybranym kolorze i rozmiarze od  /maybe4baby
  • kapelusik dla chłopczyka lub dziewczynki w wybranym kolorze i rozmiarze od Leci-Ptaszek
  • dwie cudne sówki,mała i duża od Tamilankaa
  • drewniana układanka rybka od mama od rana
  • kubek z wybranym hasłem lub imieniem od  kolorowanka.art
  • cudnej urody bluzeczka z logo Mimisi od MimisiePL
  • wygodna podusia dla chłopca lub dziewczynki od -Milimili
  • kocyk z kolekcji wesoła brygada BabyStepsPL
  • ozdobna poduszka od Trillipl
  • bon 50 zl na zakup w sklepie bibabu


  1. MIEJSCE-komplet o maybe4baby oraz czapa od Lamama i podusia od Milimili
  2. MIEJSCE-buciki Attipas oraz bon 50 zl od Bibabu
  3. MIEJSCE-bluzeczka Mimisie oraz kapelusik od Leci ptaszek
  4. MIEJSCE-kocyk baby Steps Pl oraz kubek od Kolorowanka art.
  5. MIEJSCE-komplet sowek od Tamilanka
  6. MIEJSCE-podusia od Trilli
  7. MIEJSCE-biała nutka do zaparzania Herbaty od Mali Melomani
  8. MIEJSCE-drewniana układanka od Mama od rana

3 wyróżnienia - getry od Little Rose&Brothers


    42 komentarze:

    1. W czasie kiedy przebywaliśmy z mężem na wakacjach u mojego taty w Toruniu spontanicznie wybraliśmy sie nad morze. POLSKIE - PIĘKNE - NASZE... Pierwszy raz na oczy zobaczyłam naprawdę zachwycający widok z pomostu w Sopocie. Piękny i zachwycający. Nie wiadomo było gdzie jest granica miedzy wodą, a niebem...Napawałam się duża chwilkę po czym trosze mój zachwyt ostudziła no nic innego jak czystość plaży. Ale cóż tu się było spodziewać w końcu tu też byli Polacy i ślady po nich... Być może kąpielówki i butelki pozostawione na piasku były oznaką że chcą jeszcze tu wrócić. Jednak nie postanowiłam zostawić żadnej swej garderoby, a butelki nie posiadałam niestety żadnej:P A najpiękniejsze było to ze pierwszy raz nad morzem byłam z naszym Skabem pod serduchem… Nasz synek wtedy był pierwszy raz nad morzem...


      Ewelina T. syn Dominik teraz 6 lat!!!

      OdpowiedzUsuń
    2. Oj pamiętam jak moi rodzice jak byłam mała, od malutkiego zabierali mnie i ojego brata w góry :) to cudowne wspomnienia wakacyjne, jeszcze nie chodziliśmy z bratem, a tata i mama nosili nas na rączkach i pokazywali nam nasze piekne Tatry. Chodzili z nami po różnych dolinkach Tatrzańskich, co rok jak bylismy coraz więksi to rodzice zabierali nas i pokazywali coraz to trudniejsze szlaki, jak miałam jakieś 9 lat a bart 10 rodzice zabrali nas na Giewont, oczywiście wyprawa trwała cały dzień i była wyczerpująca, ale z pomocą rodziców zdobyliśmy szczyt. Tak od małego co rok w góry z rodzicami, dzięki temu sama kocham chodzic po górach i teraz jak już mam włąsne dorosłe życie tez uwielbiam góry :) Teraz moja córka ma 5 miesięcy i za meisiąc jedziemy z mężem i córcia na pierwszse wakacje :) a gdzie jedziemy? W góry :) mam nadzieje, że moja córcia tak samo jak ja je pokocha i tak będziemy sobie tą miłość do gór przekazywać z pokolenia na pokolenie :)

      Moja córcia ma 5 miesięcy i ma na imię Maja :)

      OdpowiedzUsuń
    3. Justyna Rojek dzieci Laura 14 miesięcy,Kinga 5 lat

      Z przed ślubu to oczywiście oświadczyny ,które odbyły się na greckiej plaży a po ślubie to wspólne wakacje z moimi córeczkami. Budowałyśmy właśnie z córeczkami,które tak jak i ja kochają piasek i wodę zamek,gdy podeszła do nas starsza Pani.Długo nam się przyglądała po czym stwierdziła-jakie one są obie podobne do pani.Może wyda wam się to banalne ale dla mnie wiele znaczy bo wszyscy zawsze mówią że córeczki to wykapany tata.Poza tym już sam pobyt nad morzem i radość mych dzieci z tego to bezcenne wspomnienia ,które zachowam w sercu na zawsze.

      justynawolny@interia.pl

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. MOIM NAJPIĘKNIEJSZYM-WAKACYJNYM WSPOMNIENIEM jest ujrzenie pierwszych kroków mojego ślicznego synka OLIWIERKA.Było to pod koniec sierpnia,lato w pełni,śpiew ptaków umilał nam popołudnie,a słońce ogrzewało swymi złocistymi promieniami wygłodniałe ciepła ciała. Oli miał wtedy skończone 9 miesięcy...pamiętam ten dzień doskonale,ze wszystkimi szczegółami,baaa nawet pamiętam w co był ubrany i ile udało mu się zrobić koślawych kroczków. Strasznie mnie duma rozpierała,a do oczu napłynęły łzy szczęścia i niedowierzania, że mam już tak dużego,sprytnego i silnego synka...To jedno z tych wspomnień,do których wraca się nieustannie, przywołuje je każdego lata i pewnie będę to niego wracać już ZAWSZE bo to MOJE,NAJPIĘKNIEJSZE,WAKACYJNE WSPOMNIENIE!!!

        Aleksandra Ślusarczyk-mama 2.5 letniego Oliwierka

        aleksandra.slusarczy@op.pl

        Usuń
    4. Moje najpiękniejsze wakacje? Kiedy byłam dzieckiem spędzałam prawie 2 miesiące na wsi u babci. To były najpiękniejsze wakacje, takie które wspominam i opowiadam o nich moim dzieciom. A one się dziwią że mama tak fajnie spędzała czas. Całe dnie ganiałam z dzieciakami sąsiadów po dworze. Hasanie po łąkach, polach, po lesie, kąpiele w rzece, zawsze z kimś dorosłym. Każdy dzielił się tym co miał rower, piłka, skakanka, guma do skakania nawet chleb z cukrem i śmietaną. Niezapomniany zapach powietrza po burzy, chlapanie się w kałużach, bieganie rano boso po rosie. Zapach siana w stodole w czasie sianokosów. Pomidory zerwane prosto z krzaczka w ogródku babci pachniały i smakowały jak królewski posiłek. A wieczorem, kiedy wracałam po cały dniu wrażeń do chałupy babci, nie miałam siły na kolację czy umycie się. Łóżko ciągnęło i nęciło chłodną haftowaną pościelą, a do snu kołysały mnie rechot żab i serenady świerszczy z pobliskich pól. To są prawdziwe wakacje, takie do których warto wracać, które na zawsze zostają w pamięci. Chcę takich dla moich dzieci.

      Magdalena Matuszewska mama 1,5 rocznego Kuby i 8 letniego Antka
      magamat@vp.pl

      OdpowiedzUsuń
    5. Temat konkursu pozwolił mi wrócić myślami do beztroskich chwil dzieciństwa, kiedy wychodziło się z domu, żeby się "przejść" albo wsiadało na rower z komunikatem do rodziców, że wyruszam się "przejechać". Zawsze można było kogoś spotkać, a wtedy robiło się ciekawie. Moje wspomnienie to wakacyjny wieczór, a właściwie już noc. Po całym aktywnym dniu siedziałam ze znajomymi przed domem i patrzyliśmy w niebo... oglądaliśmy gwiazdy, ale nie było ich widać zbyt dobrze. Co to dla nas? Hasło: idziemy się przejść. Cel podróży: wał przeciwpowodziowy między jeziorem a Wisłą. Zaopatrzenie: atlas nieba wyszperany z szuflady, ubrania z długim rękawem i latarki. To było niesamowite przeżycie... ciemne niebo, gwiazdy, szelest liści, kumkanie żab, nieokreślone dźwięki dochodzące znad jeziora i my... ciekawi świata, spontaniczni, młodzi ludzie. Dziś jestem dorosła i bałabym się wyjść w tamto miejsce o tak późnej porze. A wtedy? To było takie proste, nie było strachu, nawet komary nie przeszkadzały ;)Gdzieś się zgubiła nasza spontaniczność, częściowo zastąpił ją zdrowy rozsądek, ale może w te wakacje odnajdę chociaż jej cząstkę...

      Katarzyna Szeler, mama 14- miesięcznego Michałka

      OdpowiedzUsuń
    6. Najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne... Hmm...
      To będzie kilka miejsc, kilka westchnień, kilka wspomnień...

      Paryż - jego wspaniały zapach, zabiegani francuzi, chrupiąca bagietka, ogromna stalowa budowla...
      Praga - zachwycający most, miniaturowe miasteczko, zapach czeskiej kuchni, przyjazne osoby...
      Disneyland - okrzyki radości, mnóstwo koloru, bajka, powrót do dzieciństwa...
      Londyn - widok z London Eye, ogrom miasta, miliony ludzi, polacy...
      Dorsten - miasteczko w Niemczech, moi dziadkowie, ogromna radość, dziecinstwo...
      Morze - nasze polskie, gorący piasek, szum fal, bezkres...
      Góry- nasze polskie, wysokość, bezdech, przyjemny wysiłek, widoki...

      Za to wszystko kocham te miejsca, za to wszystko chętnie tam wracam, za to wszystko wrócę nie raz...

      Kasia, mama prawie rocznej Kornelii! :*

      OdpowiedzUsuń
    7. Uwielbiam kreatywne konkursy! Szczególnie te, w których można wygrać takie cudeńka. Dlatego przygotowałam coś wyjątkowego. Mam nadzieję, że moje wspomnienie poruszy waszą wyobraźnię. Miłej lektury.
      Monika z Giżycka. Mama 7-miesięcznej Ewy.

      Czerwony kot bez ogonka

      Wyobraź sobie chudą dziewczynkę z długą kitką, biegającą z gromadą umorusanych dzieciaków, po wiejskich ścieżkach... To właśnie JA!!!!! ;-)

      Każdego roku, dwa tygodnie wakacji spędzałam na wsi u dziadków. Miałam tam paczkę szalonych znajomych dzieciaków. Z nimi nigdy nie było mi nudno. Niestraszny był nam upał, ulewny deszcz czy szalejące burze. Chociaż nie mieliśmy komórek, laptopów czy wypasionych gier, to jednak byliśmy w stanie kreatywnie wykorzystać każda chwilę spędzoną razem. Polegaliśmy na naszej bezgranicznej wyobraźni. Najprostsze przedmioty (takie jak patyki, kamyki, kapsle itp.) mogły stać się elementem super zabawy. Do tego celu doskonale nadawały się również, cichaczem wyniesione z domu, babcine kuchenne przedmioty – miseczki, kubeczki, chochle i słynne, wiecznie znikające łyżki stołowe. ;-)
      Często graliśmy w gry zespołowe: zbijaka, berka, chowanego czy w moje ulubione podchody. Rozgrywaliśmy mecze siatkówki plażowej albo badmintona. Pluskaliśmy się w, nagrzanym od słońca, jeziorze. To właśnie tam nauczyłam się pływać i nurkować.
      Rozbijaliśmy namioty i godzinami graliśmy w karty. Biegaliśmy polnymi ścieżkami do utraty tchu. Nie mieliśmy czasu na celebrowanie posiłków. Wiejski chleb z masłem i pomidorem smakował wyśmienicie na świeżym powietrzu. Nigdy nie zapomnę tego smaku, tak samo jak zapachu jeziora i świeżo skoszonej trawy.
      To właśnie podczas pamiętnych wakacji na wsi doświadczyłam pierwszego (odwzajemnionego) zauroczenia. Obiektem moich westchnień był bystry chłopiec o imieniu Przemek. Zauroczenie owe nie trwało zbyt długo ;-). Przemek wyprowadził się do miasta i słuch o nim zaginął. Mi pozostała po nim jedynie mała czerwona broszka w kształcie kotka, którą dostałam w prezencie od niego. Mam ją do dziś. Choć jest już zniszczona i kotek stracił ogonek, to bardzo ją lubię. Ten drobiazg przypomina mi wakacyjne przygody na wsi.

      Zdjęcie kotka: http://pinterest.com/pin/316870523752811296/

      Gdy zbliżał się koniec wakacyjnej wizyty u babci, wyruszaliśmy na pobliską polanę. Co roku w tym samym miejscu, pod stara lipą, zakopywaliśmy swoje sekretniki. Były to zwykłe puszki, w których gromadziliśmy wszystkie skarby zabrane przez te dwa tygodnie – guziczki, kolorowe papierki, kamyki, sznurki, tasiemki i inne wspaniałości. Chowaliśmy je, by (razem) w kolejne wakacje wydobyć je i zacząć zabawę od początku. :-D

      Pozdrawiamy i 3mamy kciuki...

      OdpowiedzUsuń
    8. Wakacje to taki cudowny czas,
      że trudno wybrać "ten jeden najcudowniejszy raz".
      Pamiętam w dzieciństwie wyprawy z harcerzami,
      gdzie mieszkaliśmy w lesie pod namiotami,
      każdy dzień to była nowa przygoda,
      aż czasu na leżenie i spanie było szkoda.
      Jagody i poziomki prosto z krzaków,
      pływanie w jeziorze, żaglówki, wyścigi kajaków.
      Ach co to były za czasy szalone
      dobrze jest czasem zwrócić myśli w tamtą stronę :)
      Jednak dzieciństwo już dawno za nami,
      już nie mieszkam z rodzicami ;)
      Mogłabym wspomnieć cudowne wakacje z moim chłopakiem
      jeździliśmy po Europie, z pełnym plecakiem,
      pracowaliśmy gdzie tylko przyjęli studenta,
      a każdy dzień był cudowny jak miłości święta!
      Teraz ten chłopak to mój mąż ukochany
      i tutaj znów kolejne wakacje powspominamy...
      Kiedy zaczęła się naszego domu budowa
      wydawało się wtedy, że wszystko inne się "chowa",
      że to są właśnie te wakacje życia - gdy spełniają się marzenia
      choć było dużo roboty, pęcherze na rękach, ciągle coś do zrobienia.
      Lecz tu znów się waham... czy to te najpiękniejsze wspomnienie,
      a może w wakacje spełniło się jakieś moje jeszcze cudowniejsze marzenie?!
      I mam - nie mogły być te wnioski inne,
      choć komuś może się to wydać dziwne,
      że nie Rzym, wyjazd nad morze, że nie góry i przygoda,
      że nie dziecięce lata, wypraw nad jeziora i Kaszubska przyroda,
      ale wakacje 2010 kiedy to w ciąży na bujanej ławce leżałam,
      o swojego dzidziusia się bardzo wtedy bałam,
      a on mi wysłał wiadomość i kopnął pierwszy raz w brzuszku
      i już wtedy wiedziałam-urodzisz się zdrowy i silny maluszku,
      damy radę i złe chwile przetrzymamy,
      uwierz na słowo swojej mamy!
      I teraz każdego roku w wakacje tworzą się wspomnienia nowe
      i choć wszystkie inne są bardzo kolorowe,
      to te chwile z naszym synkiem, od czasu tego pierwszego kopniaka,
      są najważniejsze bo mamy z mężem cudnego chłopaka :)
      Martyna Kiliszek z 2,5 letnim synkiem Wojtusiem

      OdpowiedzUsuń
    9. Moich wakacji z dzieciństwa nie zamieniłabym na żadne inne, bieszczadzka wieś u babci i dziadziusia :) Po całonocnej podróży pociągiem, budziło nas przez okna wschodzące słońce, bociany stały na łąkach w poszukiwaniu żab, a powietrze miało zapach przygody. Wakacje to nie tylko był odpoczynek, ale i pomoc w gospodarstwie, zbieranie skoszonej trawy, której zapach uwielbiam do dzisiaj, zrywanie porzeczek i malin z krzaczków. Te wspaniałe smaki i zapachy... Nocne niebo z milionem
      gwiazd, super przyjaźnie i pierwsze miłości ?
      Życzyłabym takich wakacji wszystkim dzieciom :)

      Agnieszka
      ard4@op.pl
      Dzieci: Kacper 6 lat i Karolina 3 lata :)

      OdpowiedzUsuń
    10. Moje najpiękniejsze wspomnienie z wakacji pachnie czereśniami, trawą oraz...krową :) Tak krową...bo z nią wiąże się jedno z najmilszych a zarazem najzabawniejszych wspomnień z wakacji.
      Ale zacznijmy od początku. W dzieciństwie praktycznie każde wakacje spędzałam u dziadków wraz z moim bratem bliźniakiem oraz kuzynem, który był w tym samym wieku co my, można by rzec troje łobuzów. Każdego dnia kombinowaliśmy co tu spsocić. Bo czymże byłyby wakacje, bez chwili szaleństwa. Aż pewnego dnia dziadek zabrał nas ze sobą na pastwisko razem z krówkami. Niedaleko znajdowały się również drzewa czereśniowe więc skorzystaliśmy z okazji żeby trochę podjeść. Po około 3 godzinach z pełnymi koszykami i brzuchami czereśni schodzimy w dół górki w stronę dziadka, gdzie pasły się krówki. Nagle naszym oczom ukazała się jedna z krówek, która najwidoczniej zabłądziła, albo stwierdziła, iż trawa na wzgórzu jest smaczniejsza. No i oczywiście nasza wspaniała trójka wpadła na pomysł żeby pomóc krówce zejść na dół do swoich kumpelek. Wcześniej podpatrzywszy u dziadka jak takowe krówki "popędzał" postanowiliśmy i tak zrobić. Urwaliśmy sobie po długiej gałązce i pac, pac krówkę w tyłek idziemy za nią dumni z siebie, jakie to z nas dzielne i mądre pastuszki, po drodze zajadając czereśnie. Nie przewidzieliśmy jednak, że trzy "baty" na jedną krowę to chyba trochę za dużo. Gdy nagle jak się krowa nie wkurzyła. Stanęła jak wryta i niemalże na przysłowiowej pięcie odwróciła się w naszą stronę i jak nie zacznie nas gonić po tych wszystkich pagórkach. My uciekamy w te pędy jak szaleni, gubiąc po drodze koszyki czereśni, turlając się po zboczach pagórków dotarliśmy niemalże do stóp dziadka. Jego mina bezcenna :) a krowa?
      Jak gdyby nigdy nic wróciła to konsumowania trawy :)
      I oto jedno z moich wakacyjnych wspomnień, które nie tylko wspominam najmilej ale i najweselej.

      Joanna Kania z synkiem Robertem - 4 miesiące
      na FB jako Joanna Kania
      blog: http://robalowa-kraina.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
    11. Każdy kto mnie zna, wie jakiego mam bzika na punkcie skoków spadochronowych. Odkąd skończyłam 15 lat, wciąż myślałam o spadochroniarstwie. Wiele razy śniło mi się, że staję na progu samolotu, patrzę w dół i skaczę. Ponieważ zawsze powtarzano mi, że marzeniom trzeba pomagać, postanowiłam wysłać zgłoszenie się do konkursu, w którym główną nagrodą był skok spadochronowy. Efekt?
      Wystarczył jeden mail o treści: „Gratulujemy wygranej. Prosimy o podanie imienia i nazwiska w celu przekazania dalszych instrukcji”, by monotonne życie matki wtedy 2,5-letniego Kubusia i 4-miesiecznego Szymona nabrało kolorów. Potem kolejny mail, telefon i oczekiwanie na godzinę „0”. Oczekiwanie pełne napięcia, pełne radości, bo w końcu ma się spełnić największe marzenie. I oto nadszedł 14 sierpnia – pobudka o 5 rano, by przygotować się do jazdy i nieważne, że miało to być 380 km w jedną stronę – najważniejszy był fakt, że w końcu TO zrobię. Gdy dotarłam z mężem na miejsce i w końcu usłyszałam: „Lot nr 11 – proszę się przygotować”, serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Szybko oddałam się pod opiekę instruktora, który założył mi uprząż, wyjaśnił co mam robić i zaprosił do samolotu. W końcu wystartowaliśmy – 20 minut lotu do upragnionego celu. 3...2...1... i stało się! 4000 metrów, prawie 200 km/h, 55 sekund opadania... Przeżycie nie do opisania, widoki nieziemskie.
      Serce biło mi jak oszalałe, ale nie ze strachu, poziom adrenaliny był chyba już na maksymalnym poziomie. Nieraz wyobrażałam sobie, jak czuje się osoba, która stoi na progu samolotu i zaraz ma skoczyć. Wiem już, że moje wyobrażenia były błędne - tego nie da się opisać. Stoisz, patrzysz w dół i widzisz chmury... Wiesz, że gdy skoczysz, nic nie będzie Cię ograniczać – będziesz tylko Ty, chmury, ptaki i to poczucie wolności i beztroski. Tak właśnie czułam się i ja. Gdy wylądowałam, adrenalina szalała jeszcze w moim organizmie do tego stopnia, że nie mogłam usiedzieć w miejscu.
      To moje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne, które zawsze będzie wywoływać uśmiech na mej twarzy.


      Katarzyna - moskala22@gmail.com

      Dzieci: Kuba (4 lata) i Szymon (2 lata)

      OdpowiedzUsuń
    12. Witam serdecznie, z chęcią przyłączam się do zabawy :)

      Moje najpiękniejsze wspomnienia wakacyjne sięgają czasów dzieciństwa. Chociaż letnie dorosłe przeżycia też odcisnęły we mnie wielki ślad. Do nich pewnie wrócę z sentymentem będąc staruszką.
      Byłam miastową, "blokową" dziewczynką i większość wakacji w okresie szkolnym spędzałam na podwórku, więc niezwykłym wydarzeniem dla mnie były wszystkie wyjazdy w dzicz. Jeszcze dziś na wspomnienie wakacji nad jeziorem u cioci Ani i jej trójki dzieci, czuję zapach trzcin i wiatru, zgrzyt piasku w zębach, słyszę szum wody.
      Wraz z ciotecznym rodzeństwem całe dnie spędzaliśmy nad jeziorem, biegając boso, znosząc do kryjówki patyki, pałki, trzciny, przemierzając las w poszukiwaniu najlepszych skarbów do budowy. I tacy umorusani, zasapani, ale z błyskiem w oczach, tworzyliśmy domek naszych marzeń – szałas rozbitków.
      Był on umieszczony w łuku powalonej wierzby, niezwykły, naprawdę duży, świetnie zaplanowany i modyfikowany codziennie. Wszystkie elementy były mocno powiązane i podczepione do drzewa, utykaliśmy je słomą, liśćmi i mchem, a podłogę ułożyliśmy ze znoszonych w pocie czoła otoczaków. Aby zabezpieczyć się przed intruzami, powbijaliśmy dookoła zasieki z balików i zastawiliśmy "niebezpieczne" pułapki. W środku ze starych skrzyń skleciliśmy łóżko i stolik, a podwieszone latarki pozwalały na zabawę nawet późnym wieczorem. Stare gazety były na wagę złota - służyły nam jako tapeta, a że część z nas nie umiała dobrze czytać, przyjęliśmy, że są to wiadomości ze świata o poszukiwaniu nas jako rozbitków. A my przecież wcale nie chcieliśmy, aby ktoś nas znalazł.
      Kiedyś, gdy padał ulewny deszcz, wzięliśmy z domu parasole i przymocowaliśmy je tworząc dach. Do dziś ciocia nie wie, w jakich okolicznościach zginęły te parasolki.
      W związku z naszą pasją spędzania pod wierzbą każdej wolnej chwili, cioci ginęły również słoiki z kompotem, dżemy i miód. Ach, jak te pyszności smakowały z kawałkiem urwanego chleba w szałasie nad wodą … ale to już następne wspomnienia - kulinarne - własnoręcznie robione masła, śmietany, sery, konfitury oraz chleb. Jeszcze dziś mruczę na wspomnienie ich smaku i zapachu.

      Tak spędzane przez kilka lat wakacje u wujostwa były moimi ukochanymi w dzieciństwie, a może nawet i w całym życiu… Do dziś mam w pamięci wszystkie szczegóły.

      Pozdrawiam, Kasia z córcią Zosią (prawie 3 latka)

      OdpowiedzUsuń
    13. Wspomnienia które opisuję, a właściwie marzenia zakochanych nastolatków, miały miejsce 12 lat temu w moim ukochanym mieście Rudzie Śląskiej. Ja i moja pierwsza miłość życia poznaliśmy się w szkole, zaiskrzyło dość szybko. Lato było bardzo gorące, na termometrze również ;),nie mieliśmy pieniędzy wiec wakacje spędzało się na podwórku, całą ekipą przesiadywaliśmy na boisku szkolnym. Tego dnia mieliśmy robić ognisko na polanie, ale zaczęło padać, więc towarzystwo się porozchodziło, zostaliśmy sami. Wtuleni w siebie chowaliśmy się przed deszczem pod małym dachem nad schodami z tyłu szkoły, kiedy deszcz przestał padać poszliśmy na spacer a potem siedzieliśmy na pniu ściętego ogromnego drzewa. Przed nami znajdowało się betonowe boisko do gry w piłkę nożną, za nami dziurawe ogrodzenie szkoły i domy.... A My widzieliśmy zupełnie coś innego... Wyobrażaliśmy sobie przyszłość, że pień na którym siedzimy to wyspa a otacza nas piękne błękitne morze w którym pływają delfiny a całą ciszę zagłusza dwójka naszych dzieci biegających po wyspie... po dziś dzień wspominamy te chwile, choć oboje mamy już swoje rodziny i dzieci na myśl o tym dniu robi się ciepło i miło. Dodam że marzenie po części zostało spełnione, 3 lata temu byłam z moim kochanym mężem na Wyspie (Gran Canaria) a tam widziałam a nawet dotykałam delfina na dowód mam z nim zdjęcie, a teraz obok mnie śpią dwa małe łobuzy:) autorka Julia Socha
      moje skarby Aleksander 2 lata Wiktor 1,5 miesiąca

      OdpowiedzUsuń
    14. N - ieopisana radość chwil spędzanych z najbliższymi, którzy zwykle są daleko.
      A - parat. To on pozwala mi zachować od zapomnienia to, co jest tego warte.
      J - askółki. Fruwały nisko zwiastując letni deszcz, w którym potem z radością się chlapałam.
      P - ierwsze słowo synka „mama”. Bezcenne wakacyjne wspomnienie.
      I - graszki. O nich chyba nie muszę pisać. Było pięknie…
      t- Ę -sknota za ukochanym, gdy zmuszeni byliśmy przebywać w innych miastach. Nic tak nie rozbudzało naszej wyobraźni, jak ten czas. Miło go wspominam, choć w rozłące.
      K - alosze, w których mój mąż wyszedł pewnego letniego poranka na łąkę, by podarować mi bukiet polnych kwiatów.
      N - iewielki kościółek, przed którym siedziała starsza pani prosząc o chleb. Dostała go ode mnie. Nie zapomnę jej szczerego uśmiechu, którym za niego dziękowała.
      I - glo. Oczywiście namiot i pierwsze wakacje bez rodziców.
      E- ngland i pierwsza wakacyjna praca z cudownymi przyjaciółmi.
      J - eżyny, które z powodu mojej ciążowej zachcianki specjalnie zerwał mi mąż.
      S - amotnia. Miejsce, gdzie myślałam o niebieskich migdałach i marzyłam o księciu z bajki. Marzenia się spełniają…
      Z - djęcie, nasze pierwsze rodzinne zdjęcie, pod czereśnią. Małżonek, żonka i maleństwo.
      E - gipt. Ach te piramidy, Sfinks, piaski pustyni i klątwa Faraona… :D

      W - iśnie, z których robiłam w dzieciństwie kolczyki.
      S - esja fotograficzna, ślubna, romantyczna, z której zostały niezapomniane pamiątki w postaci zdjęć.
      P - aralotnie i jedna z małżeńskich wakacyjnych urlopowych przygód. Szybowaliśmy obok siebie czując niesamowitą wolność, jak ptaki…
      O - brączki, symbol miłości do mojego męża, założyliśmy je sobie na palce 15 sierpnia.
      M - orze, nasze polskie, i mewy latające nad głowami, szum wody, lekki powiew wiatru, i ten pan sprzedający gotowaną kukurydzę w upale.
      N - iebieski samochód, nasz pierwszy, którego niestety musieliśmy sprzedać, celem inwestycji w budowę domu. Tyle z nim związanych cudownych wspomnień.
      I - gła, którą mąż wyciągał mi ze stopy drzazgę, po nocnej eskapadzie drewnianym mostem. Tyle przy tym było czułości z jego strony. Wspomnienie bezcenne.
      E - lementarz, pierwsza książka, którą czytałam z babcią podczas pewnych wakacji. Do tej pory mam go w domu, przynosi na myśl wiele drogich mi wspomnień. Babcia umarła, on pozostał.
      N - alewka cioci. Szkoda, że obecnie mało kto może pochwalić się własnymi wyrobami…
      m- I -liony gwiazd na bezchmurnym niebie, podczas nocy, gdy zostałam narzeczoną.
      ocz- E -kiwanie na cud miłości dwojga ludzi, naszego pierworodnego.


      W - ianki. Plotła mi je moja mama, gdy byłam małą dziewczynką. Czułam się jak prawdziwa księżniczka. Niebawem ja będę plotła podobne swojej córeczce.
      A - paszka mamy, którą zgubiłam na kolonii, ale po 2 dniach się odnalazła, a ja czułam się przeszczęśliwa, bo nie sprawiłam przykrości mamie.
      K - ot, czarny, który dla mnie zawsze przebiega „na szczęście”, a wtedy dzieją się piękne rzeczy…
      A - grafka, która uratowała mi życie, po tym, jak odpadły mi dwa guziki od bluzki, a ja szłam na randkę.
      C - ałowanie się przy świetle księżyca w pełni…
      rozm- Y -ślanie o niebieskich migdałach u boku ukochanego pod lipą, gdzie mogliśmy znaleźć schronienie w upalny dzień
      J - edzenie lodów, na których kupno trzeba było czekać 40 minut w długiej kolejce, gdyż to najlepsze lody w mieście i każdy chciał ich spróbować.
      N - iezapomniany spacer po parku, na boso, bo buty obtarły tak nogi, że aż łza się w oku kręciła na samą myśl, aby je ponownie założyć na stopy
      E - mocje, które towarzyszą każdemu wspomnieniu, nie tylko wakacyjnemu, to jest to, co pozostawia trwały ślad na całe życie!!!

      Asia.
      Synek Krzyś (3,5 roku), córeczka Małgosia (urodzi się we wrześniu).
      aslek@wp.pl

      OdpowiedzUsuń
    15. Hmm moje najpiękniejsze wakacyjne jest zarazem moim jednym z najpiękniejszych wspomnieniem z całego mojego życia. Moja mama jest osobą bardzo wyniosłą i ,, twardą'' , obce jej były uczucia i ich ukazywanie. Pamiętam ten dzień jakby to było dziś, organizowane u nas były zawody z piłką i udało mi się je wygrać, choć dostałam zwykłą piłkę to nie dla mnie było największą nagrodą. Mama gdy tego dnia wróciła z wyjazdu , była tam ze mną , dopingowała mnie i trzymała kciuki a gdy wygrałam to powiedziała ,, Jestem z Ciebie taka dumna, Kocham Cię'' - pierwszy raz od 12 lat usłyszałam te słowa od niej , nigdy mi nie mówiła ,że mnie kocha , ciągle krytykowała i pouczała a tu takie słowa. Dla mnie to jak taki kawałek nieba, coś najpiękniejszego .
      Swojej córce mówię ,że ją kocham tyle razy ile to możliwe i okazuje dużo uczuć bo mi tego tak w życiu brakowało , dlatego ja obdaruje nimi córkę ile tylko się da ...

      Emila
      Lenka ( 5 miesięcy )

      anioleq-ss@wp.pl

      OdpowiedzUsuń
    16. Żar leje się z nieba, temperatura w nocy nie spada poniżej 20 stopni, a
      w dzień poniżej 30! Przed nami rozciąga się błogi krajobraz Złota Plaża, gorący piasek, turkusowa woda. Od pierwszego kroku urzeka mnie niesamowity czar tej wyspy. Dominikana zachwyca niezwykłą historią, wspaniałe nowoczesne
      kurorty na błękitnych wybrzeżach oferują co tylko dusza zapragnie.
      A sąsiedztwo z prymitywnymi wioskami, sprawia, że poznajemy tajniki
      tutejszej kultury. Jest czym oko nacieszyć. Czekają tu na nas niekończące się gaje palmowe. Znajdująca się tam tropikalna przyroda oraz maleńkie, urocze wioski otoczone sadami bananowymi, drzewkami mango i plantacjami drzewek cytrusowych. Czekają tu na nas niekończące się gaje palmowe. Znajdująca się tam tropikalna przyroda oraz maleńkie, urocze wioski otoczone sadami bananowymi, drzewkami mango i plantacjami drzewek cytrusowych. Uwielbiam nurkować, podziwiać fascynujący podwodny świat, rafa koralowa mieni
      się w słońcu i zachwyca bogactwem kolorów. Następnego dnia korzystamy
      z jeep-safari i wycieczki o „Explorer”. Zwiedzamy plantację trzciny
      cukrowej, fabrykę cukru, a na koniec wspinaczka w wodospadzie. Dreszczyk
      emocji gwarantowany. Kolejną atrakcją jest wycieczka statkiem parowym
      Missisipi w górę rzeki Rio de Charon po drodze można podziwiać
      romantyczną, inspirującą artystów wieś będąca imitacją średniowiecznej włoskiej wsi. Znajduje się tam piękny amfiteatr, domy artystów, restauracje i butiki. Czuje się jak w bajce. Wyruszamy w rejs jachtem, docieramy do małej wioski rybackiej La Ciénaga na Półwyspie Pedernales. Na jachcie spędzamy noc podziwjając zachód słońca nad oceanem. Widok zapiera dech w piersiach. Kolacja jest świetna ucztą rozpalamy ognisko i pieczemy złowione ryby. Kiedy budzę się rano czeka na mnie niespodzianka... Jakie jest moje zaskoczenie kiedy dowiaduję się, że biorę udział w ekspadycji pirackiego wraku z przed 200 lat przewożącego sztabki złota, a zatopionego na morzu karaibskim przez hiszpańskich żołnierzy. Mam okazję jako jedna z nielicznych znaleźć się na pokładzie łodzi podwodnej i wraz z ekipą udać się w głąb
      oceanu. Trudno wymarzyć sobie lepsze warunki, aby zacząć osobistą
      przygodę z podwodnym światem. Kiedy schodzę pod pokład serce bije mi
      jak oszalałe, kłęby myśli, mieszane uczucia, jestem tak podekscytowana,
      że brak mi powietrza, adrenalina rośnie z godziny na godzinę. Na dnie
      morskim czekało na mnie wiele nie zapomnianym przygód. Chciałabym
      zatrzymać czas, piękno krajobrazu, cud natury, zaskakującą panorama
      podwodnego świata. Magiczne miejsce, pełne tajemniczości. Ocean kryjący
      w sobie niezliczone ilości bogactw, jednocześnie kuszący i groźny.
      Było wspaniale tego nie da się opisać to trzeba samemu przeżyć.
      Zastanawiam się czy to jawa czy to sen!?... Po wielu atrakcjach kolejny
      dzień chcę spędzić na słodkim lenistwie, leże na hamaku dookoła
      intensywna, soczysta zieleń, zamykam oczy, wiatr delikatnie mnie kołysze,
      w oddali słyszę szum fali, myślę sobie "błoga chwilo trwaj
      wiecznie". Jesteśmy w raju. Wiatr przynosi świeży aromatyczny
      zapach owoców, popijamy mleczko kokosowe oraz zajadamy się za wszystkie
      czasy egzotycznymi darami wyspy. Czas się zatrzymał, piękno krajobrazu,
      cuda natury, zaskakująca panorama okolicy serce się raduje i życie
      beztrosko upływa. Upojona rajem myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy...
      W dzień powrotu nad morzem czekała na mnie niesamowita niespodzianka - dwa metry od burty wyskakuje z wody delfin, potem następny. Cieszę się jak dziecko na ten widok. W końcu przepływa całe ich stado. Traktujemy to jako dobrą wróżbę... ;)

      Wiola
      synek Krystian 4latka i Weronika 2 latka

      pluum@interia.eu

      OdpowiedzUsuń
    17. Do dziś wspomnam wakacje, na których zgubiłam misia. :)
      Miałam wtedy z 6 lat i swojego ukochanego misia, którego nazwałam MIŚ MIŚ. Niestety, w pięknej, wypoczynkowej okolicy naszego kraju - miś się gubi. Totalna katastrofa dla mojego serca. Jestem "oburzona", że na świecie jest tak źle...
      Moi rodzice postanawiają, że Miś Miś się znajdzie! Rozpoczynają się poszukiwania godne detektywa Gadżeta, również z intencją rodziców - nacieszenia się okolicą i przyrodą. Ja bardzo się angażuję, z nadzieją na pomyślny happy end. Mam nawet swój plan szukania Misia Misia, stwierdzam, że jest On na pewno w miejscu miłym! Szukamy go więc, przy wspaniałych kwiatkach, przy błyszczących kamieniach, nad krzewami i między nimi, a nawet w piasku. Sprawdzamy u koników, na polach, wdrapujemy się na górki. W międzyczasie pojawiają się chwile zwątpienia, które Mama łagodzi kubeczkiem z lodami i opowieściami, że nie wszystkie dzieci mają misie, a pomimo tego cieszą się wieloma innymi sprawami. Po pewnym czasie tata wychodzi z jakiegoś sklepu i niesie coś w rękach. (Do dziś wspomina, że gdy niósł dla mnie nowego misia, czuł się jak farmer, który musi podsunąć owcy obce jagnię - ale nie potrzebne były jego obawy. Na mojej buzi pojawił się największy uśmiech świata, jaki kiedykolwiek u mnie rodzice widzieli). Później nastała wakacyjna sielanka: błogo, radośnie i z misiem...
      Minęły raptem dwa dni i podczas spaceru znów gubię Misia Misia. Okazuje się, że Tata ma w zanadrzu kupionego drugiego misia, o którym nie wiem, ale Misia bez uśmiechu.
      I wtedy, u taty w głowie powstaje jednak pewien niecny plan - pisze list do mnie od misia, następującej treści:
      "Kochana Irenko, byłem u kuzyna w krainie śniegu, bo trochę zmęczył mnie ten upał. Toczyliśmy tam bitwy na śnieżki, ale bardzo się za Tobą stęskniłem. Jutro wieczorem złapię kaczkę, która będzie przelatywać nad fontanną, przy której z Mamą i Tatą często siedzisz - tam zeskoczę, pewnie trochę się zmoczę i będę mieć po tym wszystkim trochę inną minę, ale to wciąż Ja - Twój kochający Miś Miś!".
      Wieczorem pędzimy pod fontannę. Ja patrzę w niebo. Tata rzuca niepostrzeżenie misia, tak daleko jak może, trafia w taflę wody. A ja, gdy widzę lecącego z nieba misia krzyczę z przejęciem - TATO, TAM, TAM! :)...
      W ciągu następnych dni zadaję parokrotnie pytanie: dlaczego miś się nie uśmiecha? (Rodzice zauważają, że odkryłam, że jednak coś w tej historii śmierdzi...).:)
      Dziś wiem, że ta wakacyjna zguba nauczyła mnie czegoś na temat posiadania: rzeczy są cenne tylko wtedy, jeśli je cenimy. Trzeba je oswoić, obdarzyć miłością. Mama i Tata wiedzieli, że ja chyba wiem, że Miś Miś nie jest tym prawdziwym misiem, ale wiedzieli również, że kocham Misia Misia i to jest najważniejsze.
      Może z tych wakacji wróciłam troszkę starsza :)

      Irena (mama Hani - lat prawie 2) :)
      ikrzyminska@o2.pl

      OdpowiedzUsuń
    18. Nie mam wielu milych wspomnien z dziecinstwa. :( Jedno jakie pamietam to wakacje z rodzicami nad morzem po mojej komuni. Wtedy czulam sie naprawde szczesliwa. Spedzilismy milo czas, bez klotni, awantur, rzucania talezami. Wtedy pierwszy raz poczulam ze mojemu tacie na mnie zalezy. Byla tam taka maszyna z maskotkami i on taka lapka "lowil" mi jaka chcialam. Rozsmieszam mnie, nosil na barana i ganial sie ze mna po plazy. Mialam ciezkie dziecinstwo... To jest chyba jedyne bardzo szczesliwe wspomnienie. Oby moj syn mial tylko takie.
      Wioletta Nowak, mama Kacpra (10,5 miesiaca)

      OdpowiedzUsuń
    19. Moje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne związane jest z moim dzieciństwem i krótką historią naszego autka a mianowicie: ja z moimi braćmi mieliśmy małą kryjówkę z białej syrenki - naszego autka ( niestety ktoś bardzo miły jednej nocy wsypał nam do baku pełno piachu i tak przestała jeździć- tata z sentymentu zostawił ją na podwórku). Bawiliśmy się w niej codziennie. Rodzice widząc że spędzamy w niej wiele czasu, wymyślamy nowe wycieczki, postanowili autko dostosować do naszych potrzeb. Wspólnie pomalowaliśmy syrenkę odciskając nasze rączki, nóżki. Namalowaliśmy kwiatki, ptaszki, biedroneczki, nasze imiona były napisane na masce- była prześliczna. Tata wyjął jedno krzesło tak że było miejsce na malutki stoliczek. W oknach wisiały nasze witrażyki z bibułki, malutkie firaneczki, sufit był pomalowany w gwiazdki i chmurki, tak że ,jak leżeliśmy liczyliśmy gwiazdy . Tata też przekręcił lusterka boczne że mieliśmy cudowne dwie doniczki z kwiatami. Fotele były obszyte przez mamę kolorowym materiałem, było pełno koralików, świecidełek, kokardek ze wstążeczek. To moje najwspanialsze wakacyjne wspomnienie i takie samo bym kiedyś zrobiła dla moich dzieci, by również miały takie wakacyjne wspomnienia.
      Ania Wichnowska - mama Ignasia 2,5 roku i Antosia 6 miesięcy ( osa240@poczta.onet.pl)

      OdpowiedzUsuń
    20. Przez dwa długie lata mieszkałam w Norwegii. I właśnie w tym okresie przeżywałam najpiękniejsze z możliwych wakacji. To był jedyny moment w całym roku gdy mogłam zobaczyć się z bliskimi - ukochanymi rodzicami i wspaniałą siostrą. Do dziś pamiętam tony łez wypłakanych za nim w poszuszkę przez większość roku i tryskającą radość z każdego dnia która towarzyszyła urlopowi.
      Mama 1,5 rocznej Nadusi (e-mail: mama@mama-bloguje.com)

      OdpowiedzUsuń
    21. Moje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne wymaga cofnięcia się do czasów szkolnych. Gdy miałam 16 lat rodzice zapisali mnie na kolonie do Włoch. Całe dwa tygodnie zapamiętałam rewelacyjnie piękna pogoda, czyste morze plaża i przystojni Włosi, ale najbardziej i najlepiej utkwiła mi wycieczka do Rzymu tam zobaczyłam Plac św. Piotra i bazylikę na własne oczy piękne rzymskie fontanny, hiszpańskie schody i wiele innych pięknych miejsc. obiecałam sobie że choćbym miała stanąć na głowie i sobie odmawiać wielu przyjemności wyślę moje dzieciaczki gdy dorosną na tak piękną wycieczkę by mogły zobaczyć to co ja mogłam, i by też miały piękne wspomnienie z wakacji.
      Wiktor 1 roczek, Karol 3 latka
      mail antosia-86@o2.pl

      OdpowiedzUsuń
    22. Muszę przyznać, że wybranie mojego najpiękniejszego wspomnienia jest zwyczajnie niemożliwe, są ich setki a nawet tysiące! Każdy dzień z moimi maluchami jest pięknym wspomnieniem, a potem okazuje się że następny dzień jest piękniejszy :-)
      Bardzo chcę wziąć udział w konkursie więc wybrałam podkategorię i tak powstało moje najpiękniejszo-najzabawniejsze wspomnienie:
      Tytuł: LETNIE SOBOTNIE PORZĄDKI :-)
      Rzecz działa się rok temu na wakacjach u dziadków. Babcia jak zwykle w sobotę sprzątała, a że miała do pomocy nietuzinkowego pomocnika Kubusia, bardzo szybko uwinęła się z robotą. Ostatnią sprawą było wypranie dywanu wiszącego na trzepaku. Kubie bardzo spodobał się wąż ogrodowy, przy pomocy którego babcia prała dywan. Niestety pranie i szorowanie, szybko się skończyło. Jednak Kubuś koniecznie chciał jeszcze coś wyprać, gdyż wąż ogrodowy okazał się bardzo atrakcyjną zabawką :-) Pod ręką Kuby znalazł się rudy kotek :-) Nie zastanawiając się ani chwili, Kuba zabrał się za mycie zwierzaka :-)Dobrze, że babcia zakręciła wcześniej wodę, bo kotek na pewno nie byłby zachwycony zimnym strumieniem, a tak poleciało kilka kropel i nawet mu się to podobało. Cała ta sytuacja została nagrana więc zapraszam do obejrzenia filmiku:
      https://docs.google.com/file/d/0B1AMsZpD3XloTl9saHBlOUFJZE0/edit?usp=sharing

      Zawsze jak to wspominamy to jest duuużo śmiechu :-)

      Jakub obecnie ma 3,5 roku
      e-mail: mamablogujepl@gmail.com

      Pozdrawiam i cierpliwie czekam :-)
      Magda M.

      OdpowiedzUsuń
    23. Wakacje nieodzownie kojarzą mi się z dziecinnym szaleństwem beztroskich dni. Oryginalne spojrzenie kilkulatka zmienia najbardziej szarobure miejsce w pstrokatą dżunglę pełną dzikich zwierząt i owocowych bądź… słodyczodajnych roślin. Jeżeli jest się w dobrym towarzystwie to do dobrej zabawy potrzeba tylko niczym niehamowanej wyobraźni. Nikt nie może zaprzeczyć, że mojemu kuzynowi i mi nigdy jej nie brakowało. W wyobraźni najchętniej cofam się do zabawy sprzed kilku lat. Jędrzej często spędzał u nas wakacje. Pewnego dnia obudziliśmy się i wspólnie postanowiliśmy, że tego dnia będziemy czarodziejami! Brakowało nam tylko jednego, magicznego elementu. Mianowicie różdżki. Przecież czarodziej bez różdżki to nie czarodziej! Wyruszyliśmy na poszukiwania. Spacerując po podwórku dyskutowaliśmy zawzięcie o tym, jaka powinna ona być. Jedno było pewne – wyjątkowa. Gdy tak wędrowaliśmy w skupieniu, z jednego ze starych drzew otaczających moje podwórko, spadał gałąź. Niby nic – krótki, krzywy kijaszek, a my byliśmy wniebowzięci!
      „To przeznaczenie! Dar z niebios!” – wspólnie się cieszyliśmy. Położyliśmy naszą różdżkę na równie magicznej poduszce i usiedliśmy przy niej, czekając na kolejne wydarzenia. Po chwili mruknęłam zrezygnowana:
      - Nic się nie dzieje…
      - Zamknij oczy, a jak Ci powiem to szybko je otwórz – pocieszył mnie, pewny siebie młodszy kuzyn. Zmrużyłam, więc oczy, jednakże tak by kątem oka móc obserwować poczynania Jędrzeja. Ten ostrożnie i po cichu, by się nie wydać złapał patyk w ręce i wyrzucił wysoko w powietrze, krzycząc jednocześnie:
      - Patrz, lata!
      Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem, turlaliśmy się po podłodze przez kilka minut, drgając od chichotów.
      Myślę, że właśnie oto chodzi – żeby wakacje były magiczne bez względu na to czy jedziemy w góry, nad morze, do Egiptu czy spędzamy je na ukochanym, znanym od podszewki podwórku.

      Moja młodsza siostra : Marta, 5 lat
      Pozdrawiam i ściskam, Aleksandra Boniecka.;))

      PS: Kontakt ze mną : Boniecka31@interia.pl

      OdpowiedzUsuń
    24. Moje wspomnienia przenoszą mnie do mojego dzieciństwa, gdy beztroska i zabawa podczas wakacji u dziadków na wsi dodawała mi skrzydeł. To tam nabywałam doświadczeń na dorosłe życie i tam po prostu uczyłam się życia. Chciałabym, aby moje dzieciaki, pomimo codzienności, pędu i wyścigu od przedszkola miały takie chwile, które staną się dla nich wspomnieniem, które raduje serce, dodaje siły i motywuje do działania, nawet wtedy kiedy ma się już dość...O swoim słodkim, sielskim czasie u dziadków nigdy nie zapomnę, a te mamy wspomnienia niech będzie początkiem cudownych wspomnień na dorosłe życie moich dwóch syneczków.

      Agnieszka
      mama Gabrysia (1,5 roczku) i Oskarka (4lata)

      OdpowiedzUsuń
    25. Moje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne to kolonie z kuzynką Magdą w Mielnie. Obie miałyśmy wtedy po 13 lat i to były nasze pierwsze wakacje bez rodziców i rodzeństwa. Był to czas pierwszej i drugiej miłości-no cóż byłam kochliwa oraz nawiązywania nowych znajomości-nie uwierzycie, ale po tylu latach moja druga miłość z kolonii znalazła mnie na nk! Widocznie ja również i jemu nie byłam wtedy obojętna. Pamiętam też, jak na dyskotece leciały piosenki Backstreet Boys, przy których się śpiewało i wygłupiało i jak świetnie się bawiliśmy tańcząc w rzędach Makarenę To właśnie na koloniach po raz pierwszy w życiu widziałam sztorm i całą zalaną plażę, która jeszcze kilka godzin prędzej była pełna ludzi. Ten widok- majestat i potęgę morza zapamiętam do końca życia, nawet teraz, kiedy po tylu latach o tym piszę, widzę ten cały obraz przed sobą-ubrana byłam w żółty płaszcz przeciwdeszczowy, wiał silny wiatr, padał deszcz i było bardzo ciemno. Ale te niemiłe warunki pogodowe wcale mi nie przeszkadzały, bo jak zahipnotyzowana patrzałam na ten piękny i zarazem niszczycielski obraz. To właśnie ten moment wywarł na mnie olbrzymie wrażenie. Jednak co najważniejsze, dzięki koloniom nabrałam większej pewności siebie. Teraz będę tworzyła kolejne, piękne wspomnienia wakacyjne z moją córeczką Amelką i narzeczonym Mateuszem, z moją ukochaną rodziną.

      Pozdrawiamy,
      Aleksandra Gaweł wraz z córeczką Amelką (19 miesięcy)
      ola_19@vp.pl :)

      OdpowiedzUsuń
    26. najpiękniejsze wakacje? hmmm podejrzewam że dopiero będą bo to teraz są pierwsze z naszą córcią;) a jeśli chodzi o wspomnienia? to wakacje w Bułgarii z moim mężem(jeszcze wtedy ani nie mąż ani nie narzeczony) i parą znajomych :)takie beztroskie wakacje z przyjaciółmi gdzie o nic nie trzeba było się martwic tylko bawic i czerpac całym sobą piękne chwile. To były nasze pierwsze wspólne takie prawdziwe wakacje zorganizowane przez biuro podróży, all inclusive, wszystko było perfekcyjne. Szaleńcze zakochanie, porywy miłości, plaża, zachody słońca...taka romantyczna sceneria którą trzeba by gdzieś znaleźc i odkurzyć bo zgubiła się gdzieś po narodzinach córeńki:)
      mail oliwkowooliwkowy@gmail.com, córa Hania 10 miesięcy

      OdpowiedzUsuń
    27. „Kasiu, gdzie jedziesz w tym roku na wakacje?” – to pytanie, które słyszałam podczas każdego zakończenia szkoły w czerwcu. Jak zawsze odpowiadałam, że nie wiem, gdzie tym razem trafię siedząc w kabinie… 40 tonowego tira! Założę się, że wasze oczy są teraz wielkości 5 złotówek i nie wierzycie mi ani troszkę :) Jak to? Dziesięciolatka w kabinie tira? Tak! :D Tak właśnie, co roku spędzałam swoje wakacje!
      Mój Tato był zawodowym kierowcą tira, którym podróżował po całej Polsce. Były to zarówno małe miejscowości, jak i nasze największe miasta. Sama mieszkałam wtedy w małym miasteczku i wszelkie podróże poza jego granice uważałam za wielką wyprawę. Dnie spędzaliśmy na realizowaniu zleceń. Przytulna kabina była miejscem naszych rozmów, zwierzeń, śmiechów i śpiewania piosenek. Patrząc przez wielkie okno wozu wypatrywałam bocianich gniazd…
      Teraz, gdy mojego Taty nie ma już z nami, to właśnie te wakacyjne wspomnienia najbardziej mi o nim przypominają. Są wyjątkowe. Dzięki mojemu Tacie czułam się wyjątkową dziewczynką. Żadna z moich koleżanek nie spędzała tak wakacji! Dla mnie te wspomnienia są bardzo piękne.

      Pozdrawiam,
      Kasia Kowalska- mama 2,5 letniego Juliana :)
      kasienkam11@wp.pl

      OdpowiedzUsuń
    28. Moje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne związane jest z moją siostrą Było to dawno dawno temu bo jakieś 26 lat temu. Byłam wtedy małą dziewczynką miałam 4 latka. Od dłuższego czasu rodzice przygotowywali mnie że niedługo w domu pojawi się siostrzyczka. Jako że było lato a mama była na końcu ciąży to pojechałam na wakacje do babci gdzie chodziłam z dziadkiem na ryby i grzyby a z babcią piekłam pyszny chleb i placek drożdżowy którego zapach pamiętam z dzieciństwa do teraz. Razem z babcią przyjechałyśmy dzień przed pójściem mamy do szpitala. Ja cała szczęśliwa cała radosna bo bardzo chciałam mieć siostrę, Marzyłam że tak jak z koleżankami z przedszkola będziemy się bawić lalkami będziemy bawić się w dom będziemy miały wspólny pokój. Tak bardzo na to czekałam. Mamę głaskałam po brzuszku przytulałam dawałam buziaki i mówiłam do mojej siostrzyczki. Gdy mama poszła do szpitala babcia i tato tłumaczyli mi że już za kilka dni mamunia wróci z siostrzyczką. W końcu nadszedł ten dzień i Tato pojechał po mamę i Julcię a ja zostałam z babcią w domku. czekałam czekałam i na całym korytarzu poukładałam wszystkie lalki wózek dla lali wszystkie misie i nawet miałam uszykowanego lizaczka którego kilka dni wcześniej nie zjadłam i zostawiłam dla Julci na powitanie. Babcia gdy zobaczyła co ja robię z uśmiechem powiedziała : Ale Juleczka będzie za mała by się z Tobą bawić laleczkami ale wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Myślałam że Mama z Tatą wrócą z moją siostrzyczką Julką taką dużą jak ja. Gdy rodzice weszli do domku i zobaczyłam taką maleńką Juleńkę troszkę poczułam się zawiedziona bo nie będzie się ze mną od razu bawić. Ale gdy mamunia pozwoliła mi pogłaskać Julcię pocałować w rączkę od razu cała złość i rozczarowanie odeszło w niepamięć. Mama powiedziała że będę jej pomagać się opiekować małą Julką i to sprawiło że moje serce urosło jeszcze bardziej poczułam się ważna i wyjątkowa. Julcia była moją małą siostrzyczką która była jak moja lala. Całą resztę wakacji spędzałam z mamą i Julcią na spacerach i pomaganiu mamaie przy siostrzyce.

      Mam córeczkę Marysię która ma 2 latka skorpionekk1@wp.pl

      OdpowiedzUsuń
    29. Najszczęśliwsze Wakacje - te teraz, obecne, cieszę się nimi jak nigdy w życiu i choć spędzamy je w domu, są to najcudowniejsze wakacje na świecie -> dlaczego tak mocno się cieszę ? Bo patrząc przez pryzmat wakacji z zeszłego roku, tragicznego wypadku mojego synka, kiedy nie miał szans na przeżycie(nasza historia: http://dobra-mama.pl/dziecko/wiara-czyni-cuda.html)i udało się dał radę jest tu ze mną właśnie teraz tuli się do mojego serduszka i całuje mnie na dobranoc, te wakacje są wyjątkowe dzięki niemu, a te choć smutne wspomnienia sprawiają, że cieszę się teraz każdą chwilą, która jest nam dana, każdym wspólnym oglądaniem wschodu i zachodu słońca, każdą magiczną gwiazdką nocą na niebie, która spełniła nasze marzenie, o byciu razem, nie ma nic wspanialszego nad przyrodę która budzi się do życia, śpiew ptaków, wiewiórki biegającej w oddali, a nawet tego pajączka który otrzepuje rosę z swojej nici, czy widoku biegającego jakiegoś pieska za kotkiem a przede wszystkim widoku uśmiechu w blasku pierwszych promieni słoneczka mojego synka, ponieważ mogło by go tu nie być. Kocham Cię Skarbie jesteś dla mnie wszystkim.

      http://imageshack.us/f/94/g5q5.jpg/

      OdpowiedzUsuń
    30. Michałek niedługo 3 urodzinki
      monnag1619@gmail.com

      OdpowiedzUsuń
    31. Cudne nagrody, może uda się wygrać jakiś ciuszek dla synka :))) Próbujemy !
      I mam nadzieję, że przywołam uśmiech na Waszych twarzach albo chociaż wbudzę w Was jakieś pozytywne emocje :)

      Chciałabym choć na jeden dzień przenieść się do czasów kiedy byłam dzieckiem, bo pewne rzeczy, sytuacje, zapachy już nigdy potem się nie powtórzyły i żyją tylko w moich wspomnieniach... Gdy byłam mała każde wakacje spędzałam z dziadkami na ich działce za miaste i to wspomnienia z tych wakacji uważam za najpiękniejsze. Nie późniejsze wojaże po Polsce, nie podróż poślubna do Turcji, nie wypady pod namiot, lecz właśnie te zwykłe, a jakże niezwykłe pobyty w małym ogródku...

      Cudownym wspomnieniem są więc obrazy takie jak

      - ja na działce bawiąca się wspaniałymi małymi metalowymi garnkami i robiąca zupę z wody, ziemi, liści, pestek - znacie taką ? ;)
      - pielenie grządek z astrami, miętą, kwitnącym groszkiem - dzisiejszą znajomość wielu kwiatów i ziół zawdzięczam właśnie tamtym czasom
      - zupa z czereśni z makaronem
      - ciasto z prodiża z poziomkami zebranymi na działce
      - zapach maciejki o zachodzie słońca
      -
      -
      -

      Takich wspomnień, urywków, obrazów jest całe mnóstwo, czasem o nich pamiętam, o niektórych dawno zapomniałam, ale gdy coś mi się skojarzy, czuję mrowienie na plecach i mam takie dziwne wrażenie, że skądś to znam...

      Jednak jest takie jedno wspomnienie wakacyjne, letnie, ciepłe, a tak naprawdę... zapach i pewna błogość... Taki drobiazg a zapamiętam go na zawsze! Pościel. Tak, tak... takiej pościeli i takich zapachów nie czułam bowiem od wielu, wielu lat i chyba nigdy już się nie poczuję tak , jak wtedy. I nawet jak teraz o tym piszę, to kręci mi się w oku łza...

      W te wakacyjne miesiące babcia ubierała mnie w długie koszule nocne i spałam wraz z nią na wielkim łóżku we wspaniałej pościeli. Powiecie - jak to wspaniałej, to jaka ona była? Ano właśnie - zwykła, biała, czasem z jakimś haftem, czasem wstążeczką, sztywna, krochmalona, pachnąca czystością, mydłem... Nic nie może równać się z tym uczuciem zapadania się w taką pościel - żadna kora, flanela czy satyna. Tego nie da się powtórzyć ani zapomnieć.



      Synek Natanek, 1 rok 10 miesięcy

      OdpowiedzUsuń
    32. Moje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne to biały rowerek "Reksio". Dostałem go od rodziców, gdy ukończyłem "zerówkę" i w moim przekonaniu byłem już dużym chłopcem. Moi kuzyni, którzy mieszkali niedaleko, urządzali sobie obok naszego domu "zawody żużlowe". Jeździli oczywiście na rowerach, a ja z zazdrością patrzyłem. Gdy dostałem rowerek, poczułem się taki dorosły. Myślałem, że wsiądę na rower i będę również uczestniczył w wyścigach. Jak się okazało, jazda na dwóch kółkach nie była taka prosta, ale w opanowaniu tej trudnej sztuki, pomagał mi najstarszy kuzyn. Gdy mój nauczyciel stwierdził, że dobrze sobie radzę, pozwolił mi samodzielnie zjechać z górki. Niestety, z wrażenia zapomniałem jak się hamuje i mój pierwszy raz skończył się w pokrzywach... Parzyło tak, że pamiętam to do tej pory, jednak zacisnąłem zęby i niezrażony niepowodzeniem, wsiadłem na rower i ćwiczyłem. W końcu się udało! Zostałem prawdziwym rowerzystą i jednocześnie żużlowcem. Od tamtej chwili "Reksio" stał się moim nieodłącznym towarzyszem zabaw i dodał mi pewności siebie. Z nieśmiałego dziecka, uczynił mnie odważnym chłopcem!

      Daniel Jórasz, synowie: Szymon(3 lata) i Kamil (1 rok)

      OdpowiedzUsuń
    33. W dzieciństwie nie wyjeżdżałam na wakacje nad morze, w góry czy na wieś jak inne dzieci. Ja mieszkałam na wsi i zamiast biegać po łące, jeździć rowerem i spędzać czas na rozrywkach, musiałam pracować, aby pomóc rodzicom w gospodarstwie, więc moje wakacje oznaczały zbieranie ogórków, obieranie cebuli czy mozolne rwanie wiśni. Zazdrościłam rówieśnikom, którzy co roku zwiedzali inne rejony Polski albo kolejny zagraniczny kraj.
      Kiedy miałam 11 lat po raz pierwszy pojechaliśmy z rodziną do kuzynów na Śląsk...też mi wakacyjne miejsce, można pomyśleć, ale dla mnie ten wyjazd był wielkim przeżyciem, nie miało dla mnie znaczenia gdzie. Kuzyni bardzo się starali, żebyśmy z rodzeństwem się nie nudzili i codziennie wymyślali nam atrakcje. Byliśmy w wesołym miasteczku - samochodziki, diabelski młyn, tunel strachu, śmieszne lustra i karuzele, po których nieźle zakręciło mi się w głowie...co za frajda ;)
      Kolejny dzień przeznaczony był na zoo, którym byłam tak bardzo zachwycona jako miłośniczka zwierząt, że nalegałam, aby jeszcze nie wracać do domu i do zamknięcia obiektu oglądaliśmy kolejne wybiegi i budynki ze zwierzakami - byłam prawie tak bardzo zmęczona, jak zadowolona ;) To był mój pierwszy i póki co ostatni pobyt w zoo.
      Byliśmy także na wyciągu narciarskim w Skrzyczne. Wprawdzie nie zdobywaliśmy wysokich szczytów, ale pokochałam wówczas góry na zabój!
      Nie był to koniec atrakcji, były też wieczorne seanse filmowe, graliśmy w siatkówkę, zwiedzaliśmy pobliskie zabytki.
      To były moje najcudowniejsze wakacje, z których pozostało mi dużo zdjęć i przemiłe wspomnienia. Po wielu latach muszę przyznać, że drugich tak udanych wakacji nie miałam!

      Edyta Chmura, mama rocznego Jasia
      mail: edyta.cha@wp.pl

      OdpowiedzUsuń
    34. Witam,
      Mam na imię Agnieszka, jestem mamą Wiktorii(2 lata i 3 miesiące) i Sandry(9 miesięcy).
      Jak większość mam wiele pięknych wspomnień z dzieciństwa i trudno wybrać to najpiękniejsze. Napiszę może o tym jak mając 5 czy 6 lat pierwszy raz pojechałam na wakacje nad morze. Mama mówiła, że zobaczę dużą wodę ale ja absolutnie nie spodziewałam się takiego widoku. Do tej pory pamiętam jak bardzo się zdziwiłam kiedy już byliśmy na plaży. Ciocia do tej pory śmieje się, że oczy omal nie wyszły mi na wierzch a buzia otworzyła się ze zdziwienia. Gdy moje dziewczyny podrosną na pewno je zabiorę nad morze i pozwolę na to samo uczucie jakie mi towarzyszy do dzisiaj-bardzo pozytywne zdziwienie z odkrycia rzeczy o której istnieniu nie miało się pojęcia bo zobaczenie na zdjęciu skrawka plaży i kawałka morza to zupełnie co innego niż bycie tam w rzeczywistości. Najpiękniejsze wspomnienie to takie, które towarzyszą nam przez całe życie. Pielęgnujmy je w sobie i przelewajmy na papier aby zawsze móc do nich wracać-nawet wtedy gdy dopadnie nas skleroza:-)
      Stwórzmy własnym dzieciom możliwości i sytuacje aby również one miały piękne wspomnienia z dzieciństwa-nie tylko pamiętały o zabawkach czy słodyczach ale żeby zawsze czuły w sobie tę radość jaką sprawiały te zabawki i jedzenie lodów w kawiarni z rodzicami albo na pikniku z kolegami z przedszkola.

      OdpowiedzUsuń
    35. Powiem szczerze, że ciężko było mi wybrać tylko jedno najwspanialsze wspomnienie wakacyjne. Miotałam się długo pomiędzy wspomnieniem dotyczącym mojego dzieciństwa a dzieciństwem mojego rocznego synka. Ale może zacznę od początku:
      Jestem Kasia i mam 13 miesięcznego synka Jasia (myszkakw@gmail.com)
      jednym z moich piękniejszych wspomnień z dzieciństwa jest czas spędzany na prowadzonym przez moją rodzinę campingu w jednej z nadmorskich miejscowości w Polsce. Całe 2 miesiące wakacji szaleliśmy tam z rodzeństwem i kuzynami. Pamiętam jak, któregoś dnia nasza babcia (niestety mój syn już nie zdążył doświadczyć jej ciepła i jej ogromnej wiedzy o świecie) zabrała nas na spacer na pobliskie łąki i w pobliskie, nadmorskie lasy. Po dłuższej wędrówce, nasze małe, kilkuletnie nóżki nie dawały już rady więc przysiedliśmy na pobliskiej polance nad jeziorem. Babcia wyjęła z plecaka naszą przekąskę, zawsze to samo - własnego wypieku chleb przygotowany w kuchni na drewno pachnący żywicą, dymem z drzew liściastych i zakwasem. Do tego każda pajda posmarowana była masłem od pobliskich rolników oraz zagryzana małosolnym ogórkiem z domowego kiszenia. A do picia niezmiennie świeże mleko, czasami jeszcze ciepłe, pachnące krową i obowiązkowo z pianką:) Po tej strawie często chodziła chwilę po łące i zbierała zioła. I pamiętam jak nam o nich opowiadała same ciekawostki, jak dawała powąchać czy spróbować. Pamiętam jak wspaniale było dotykać tak wszystkimi zmysłami przyrodę i jak chętnie dawaliśmy się prowadzić naszej przewodniczce po naturze. nawet moi kuzyni, trzech chłopaków znajdowali w tych wyprawach dla siebie miejsce. Od tamtych wypraw minęło już jakieś 20-parę lat, z wielkim westchnieniem je zawsze wspominam. Niestety tamtych polan i łąk już nie ma, wszędzie stoją domy dla letników:( Świat się ogromnie zmienił, nie ma też mojej po nim przewodniczki. I pozostały wspaniałe, pachnące i smakujące tamtym światem wspomnienia oraz jedyne pochyłe drzewo które uchowało się przy wejściu na plażę:) Czasami, gdy jestem w okolicy siadam na nim, zamykam oczy, słucham szumu fal, który jest taki sam jak kiedyś, wdycham ich zapach i marzę o tamtym dziecięcym świecie. Mam nadzieję, że uda mi się taki świat pokazać i mojemu synowi:)

      OdpowiedzUsuń
    36. Jestem mamą 2,5 letniego Igorka. Odkąd synek jest z nami - nie tylko każde wakacje są super, ale każda sekunda spędzona z nim jest najpiękniejsza.
      Trudno jest wybrać to jedno najpiękniejsze wspomnienie...
      Wybiorę jednak wakacje spędzone z narzeczonym.
      Wyjechaliśmy na kilka dni pod namiot. Rozłożyliśmy się niedaleko pięknego jeziorka. Najpiękniejsze w tym wyjeździe były wieczory, spędzone razem. Ognisko i my wtuleni w siebie przy blasku księżyca. Chwile ciszy, patrzenie sobie głęboko w oczy - przecież rozumieliśmy się bez słów. Wspólne wsłuchiwanie się w "wycie wilków", wieczorne wylegiwanie się na brzegu i "moczenie" nóżek w cieplutkiej wodzie. Och...co to były za wakacje :)

      Beata Zając, synek Igorek 2,5 roku
      email: flower_84@tlen.pl

      OdpowiedzUsuń
    37. Wspomnienie,które najbardziej utkwiło mi w pamięci nie jest może NAJPIĘKNIEJSZE ale za to z Happy Endem:) i takie, które utkwiło nam w pamięci. Pewnego dnia wraz z koleżankami "z miasta" wybrałam się na kilka dni do mojego domku letniskowego na wsi. Miło spędzałyśmy czas spacerując po lasach, objadając się owocami i wylegując na słońcu. Ale gdy nam się to już znudziło postanowiłyśmy się wybrać do dalszych sąsiadów aby popływać w basenie... (tylko, że ten basen był nowy i nie dokończony-brakowało drabinki)Miałyśmy zakazane zbliżać się tam ale wiadamo zakazy są po to by je łamać.... Więc zadowolone weszłyśmy jakoś do basenu w którym wody było może po pas i korzystałyśmy z przyjemnego orzeżwienia:) Problem zaczął się wtedy gdy powoli zbliżał się wieczór, robiło się chłodno a my za nic nie mogłyśmy wyjść z basenu.. Długo próbowałyśmy się wydostać ale nie zbyt nam to wychodziło.. Na szczęście po długich próbach udało się uwolnić mnie (byłam najlżejsza i jakoś mnie wypchały) ale dalej nie miałyśmy pojęcia jak wydostać koleżanki bo przecież rodzicom nie mogłyśmy się przyznać.... Na szczęście znalazłam jakieś drewienka i udało się wszystkim po nich wdrapać.. Zmarznięte biegiem wróciłyśmy do domu, wyjaśniając rodzicom, że pod lasem znalazłyśmy wielkie pole poziomek i nie mogłyśmy przestać ich jeść...(na szczęście uwierzyli!!) Wyprawa na basen została naszą słodką tajemnicą i mimo, że minęło już ponad 20 lat z uśmiechem ją wspominamy:)))
      Kinga Sołtys
      mama Wiktori-4latka i rocznego Antka:)

      OdpowiedzUsuń
    38. W wolnym czasie z chęcią przeglądam tą stronkę!

      My page :: darmowy seo katalog

      OdpowiedzUsuń
    39. Interesujace informacje sa na tej stronie, wszystkiego naj...


      my webpage - pozycjonowanie stron

      OdpowiedzUsuń