piątek, 16 maja 2014

Panu P. mówimy stanowcze NIE !


Pech towarzyszy nam prawie od miesiąca,
kurczowo się nas trzyma i puścić nie chce...
co chwile czymś nas częstuje,
a dawki jego silne są,
ale ja mu mówię stanowcze NIE
i proszę by poszedł już sobie od nas gdzieś,
gdziekolwiek....


Zaczęło się "niewinnie"od przegryzienia przez Oli szklanki,
skończyło się maleńką blizną nad ustami.
Bądź co bądź mamy swoją osobistą dziewczynę z blizną :)
Minęło kilka dni i przypałętało się do niej "zapalenie płuc",
które po wizytach u dwóch lekarek okazało zapeleniem oskrzeli
prawdopodobnie objawy alergiczne,
więc czekają nas odwiedziny u laryngologa i alergologa.
I bądź tu człowiekiem i wybierz odpowiedniejszą opcję
jako dają Ci dwoje ludzie, którym my swoje zdrowie powierzamy.
Dokładnie tydzień temu podczas niewinnych wygłupów Ladies z PT,
Oli niefortunnie upadła na kanapę,

ciężarem swojego ciała przygniatając rączkę.
Łokieć spuchł, dziecko w płacz,
trzeszące się z bólu...
długo nie myśląć ruszyliśmy na pogotowie,
gdzie przywitano nas słowami: Jak to coś poważniejszego to będziemy zmuszeni odesłać Państwa do Koszalina (ok.40 km. od Kołobrzegu) bo nie ma u nas ortopedi dziecięcej...
po "wnikliwej" analizie odesłano nas do domu,
z diagnozą "zwichnięcie główki kości promieniowej lewej",
zalecenia- środki przeciwbólowe, okłady.
Pełna zaufania dla lekarza,
który nas przyjął byłam pewna że jest wszystko dobrze....
jednak coś nie dawało mi spokoju,
bo Oli nie mogła wyprostować rączki,
była przykurczona, pojawił się też siniak na łokciu,
a opuchlizna się nie zmniejsza.
Dziś wybrałam się do naszego lekarza rodzinnego,
bo na ciele Wiki i Oli pojawiły się krosty,
pierwsza myśl : różyczka !
ale Wiki przecież już ją przeszła, więc o co kaman...
okazało się, że to reakcja alergiczna na nowalijki.
Przy okazji wizyty, zapytałam zmartwiona o rączkę Oli,
otrzymałam do ręki skierowanie do poradni ortopedycznej i biegiem do szpitala...

W końcu wylądowałyśmy na pogotowiu,
gdzie LEKARZ, który okazał się człowiekiem na odpowiednim miejscu
oznajmił, że Oli wcale nie ma zwichniętej ręki,
tylko pękniętą kość promieniową i w trybie natychmiastowym trzeba ją usztywnić szyną.
Po tygodniu zostanie jej zdjęta i czekać nas będzie rehabilitacji,
by rączka wróciła do formy.
Nasuwa mi się kilka pytań : co by było gdyby moja reakcja nie nastąpiła w tym czasie?
dlaczego lekarz, a LEKARZ to taka różnica ?
czy w naszym kraju to normalne, że co lekarz to inna diagnoza ?

Ot to cała nasza "przygoda" z Panem P.,
która mam nadzieję skończy się jak najszybciej
z wynikiem 1:0 dla NAS ! :)



9 komentarzy:

  1. Wow faktycznie pech Was dopadł okropny. Mam nadzieję, że szybko wyjdziecie na prostą.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas leczyć nie potrafią.
    Ja dostałam skierowanie z małą do szpitala, ponieważ była mocno przeziebiona i lekarz, który nas przyjął powiedział ze wyjdziemy na drugi dzień. Z jednej strony sie ucieszyłam, bo nie lubię szpitali, ale z drugiej strony nadal nie było wiadomo co się z małą dzieje.
    Na drugi dzień przyszedł lekarz i powiedział, że to krztusiec i trzeba od razu podać antybiotyk, a dziecko ma zostać pod opieką w szpitalu..
    Przez jakiegoś barana moje dziecko mogło się udławić kaszlem.. I czyja by była wina.? Pewnie moja, bo "lekarz" by się wykręcił..

    Naprawdę mega przykre jest to jak traktują pacjentów w szpitalach. Albo łapówka albo katorga..

    OdpowiedzUsuń
  3. Banda KONOWAŁÓW!!! Przytulam was dziewczynki <3

    OdpowiedzUsuń
  4. sylwia kępa16 maja 2014 21:35

    Trzymajcie się dziewczyny! jesteście trzy więc musicie pogonić Pana P. pozdrawiam i życzę zdrówka

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny post. Rzeczywiście jak to się mówi, że jak nieszczęścia, to od razu autobusem. Ale to nic. Nie może ciągle padać. Dacie radę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Współczuję pecha - u nas też się plątał i zamieniał w choroby, wysypki aż wreszcie skończył się (odpukać) złamaniem prawej kości promieniowej - na szczęście spotkaliśmy na pogotowiu LEKARZA który wolał dmuchać na gorące i usztywnił od razu - po tygodniu szyna była do ściągnięcia ale że Zosia panikowała i bardzo się bała że będzie znowu bolało to została z gipsem jeszcze 5 dni - po 5 dniach sama w kąpieli jej ściągnęłam - pokonywanie jej oporów trwało godzinę , a rano wstała jak nowo narodzona z idealnie zdrową rączką - żadnej rehabilitacji jej nie trzeba :) to co nam zostało do dzisiaj to oburęczność - miała złamaną prawą rękę i w ciągu 2 dni przestawiła się na lewą - teraz jej to obojętne którą ręką coś robi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nam dali skierowanie do szpitala notabene 100km od nas bo zauważyłam że synkowi paluszek puchnie w miejscu ranki, oczywiście nasluchalam sie od chirurga ze to moja wina i zaniedbanie a teraz syna będą usypiac do czyszczenia 0,5cm ranki, na miejscu chirurg dzieciecy na nocnym dyżurze wysmial poprzednika i przyjął nas tylko dlatego ze jechalismy tyle km a palca posmarowal riwanolem i założył opatrunek na drugi dzien nie było śladu po opuchnieciu właściwie to nawet nie było opuchnięte tylko skora wokół zaczęła czerwienić się.

    OdpowiedzUsuń
  8. A dla malej szybkiego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  9. akysz pech akysz !!! trzymać się tam i zdrówkaa

    OdpowiedzUsuń